Powód nieobecności – angina (co mnie niby nie
usprawiedliwia, ale nie mogłam zrobić zdjęć, ani na nic nie miałam siły), obóz
jeździecki (w następnej notce opis, a było po prostu świetnie), a teraz jestem
z rodzicami w górach (Kraków, Zakopane i Bieszczady)
Dziękuję za wszystkie komentarze, nawet za te przy
poprzedniej notce, gdzie w sumie nie było nic ważnego, ale dziękuję, że
informujecie mnie o nn na Waszych blogach ;)
Anonimie: Breyery kupuję w Internecie, na kramsklep.net.
Zacznę od rzeczy istotniejszych, może najpierw popręg.
Opisywałam już siodło? Nie jest może jeszcze skończone,
strzemiona robiłam, ale mi się zgubiły, więc zrobię je, jak wrócę. Natomiast
cała reszta już jest, więc spróbuję je trochę opisać.
Jest to siodło ujeżdżeniowe, posiada terlicę z masy modelarskiej,
poduszki kolanowe i wszystkie niezbędne elementy siodła. Wykonane z bardzo
miękkiej skóry, co ułatwiło (mimo to bardzo męczące i trudne) naciąganie skóry
na siedzisko i podklejanie wszystkich poduszek tak, żeby wszystko było gładkie
i niepozaginane.
Nie ciężko zgadnąć, że nie było łatwo je wykonać. Spędziłam
nad nim kilka dni. A popręg robiłam którejś nocy, przez jakieś 3-4 godziny.
Zadziwiające jak oglądanie „My Little pony” pracując dodaje weny i motywuje.
Na zdjęciu widzimy niezwykle obdrapanego Choco. Stało się tak niestety przez liczne przewożenie konika, wkładanie go przez mamę do miski, kiedy trzeba było umyć okno... itd.